Odkrywamy nowe, to nasz cykl wycieczek po Italii.

Będziemy próbować dotrzeć i odkrywać ciekawe miejsca, przyjazne rowerzystom.

Na pierwszy ogień w tym sezonie poszedł właśnie region San Remo.

Nie bez powodu, bo jest to miasto słynące z najdłuższe wyścigu kolarskiego rozgrywanego dla zawodowców, co roku na początku sezonu. I właśnie w czerwcu dla amatorów.

Przyznam, że na początku roku byłem mocno podjarany i gotowy, by w tym jechać.

Później natomiast wybicie mnie z rytmu przez kradzież mojego roweru, średnie przygotowanie, trochę zweryfikowały plany. Zdecydowałem, że w tym roku odpuszczę, ale pomogę chłopakom z HBA w organizacji logistycznej.

Dla nas była to okazja, by poznać region San Remo, pojeździć ich słynna trasą zbudowaną na starej linii kolejowej, znajdującej się przy samym morzu.

Jeśli chodzi o dojazd, a oceniam go od nas spod Gardy. To nuda.

Autostrady mogą być nudne, albo bardzo nudne. Ta była bardzo.

Pomimo naprawdę pięknych widoków przy samej Genui, mostów wiaduktów, tuneli, to droga ta nas wykończyła.

Może przez to, że trochę odwykliśmy od takich dłuższych wypraw autem. Jakoś nie przygotowaliśmy naszych dzieciaków w odpowiednie multimedia.

I delikatnie mówiąc, atmosfera na pokładzie im bliżej celu robiła się coraz gęstsza. Ale dotrwaliśmy, po 16 razach odsłuchanej na cały regulator piosenki Faded.

Osiedliśmy nie w samym San Remo – bo znalezienie tam, na tydzień wcześniej, noclegu graniczyło z cudem. A ceny były mocno ponad nasz budżet, to znalazłem mieszkanie w sąsiedniej miejscowości Santo Stefano Al Mare.

Mieszkanie na zamkniętym osiedlu, z dwoma balkonami. Standard może nie powalał na kolana, ale było wszystko co potrzebne.

Bardzo czysto, załadował się też widok na morze. Gospodarz bardzo uczynny, wymeldowanie i zameldowanie bardzo ludzkie. Także naprawdę polecam to miejsce, gdyby ktoś szukał tam spania. (dla zainteresowanych udostępnię link wraz ze zniżką przy pierwszej rezerwacji przez airbnb) my zapłaciliśmy 40euro za noc.

Jak dla rodziny w takim miejscu uważam że to bardzo dobra cena. 50metrów od trasy rowerowej, może 300 od morza i plaży. Do tego miejscowość spokojna i nietłoczna, co dość rzucało się w oczy i uszy, w odróżnieniu do samego San Remo.

Co o samej trasie rowerowej?

Całkowita długość ok 25km zaczyna się w San Lorenzo, kończy w Ospedaletto.

Trasa wybudowana na starej linii kolejowej, z zachowanym budynkami stacji, niesamowitymi tunelami.

Długimi tunelami, które naprawdę robią szałowe wrażenie.

Oświetlenie, klimat. Chłodek!

W ogóle cała trasa jest bardzo przyjazna rodzinom i takim wycieczkom.

I te dwa pasy, oznaczenia poziome pionowe to trasa rowerowa. Szeroka, płaski piękny asfalt. Mistrzostwo świata.

Jej poziom jest bardzo łatwy. Pomimo długości, jedzie się bardzo przyjemnie.

W wielu miejscach są bary i knajpy rowerowe.

My ostatniego dnia trafiliśmy nawet na koncert z muzyką na żywo w jednym z nich.

Także klimat z panoramą na morze, palmami, niesamowita ilością kolorów, roślin, kwiatów, kaktusów, palm…tworzyło to niesamowity klimat.

I właśnie kolory, zapachy.

Kiedyś wydawało mi się, że na południu Włoch jest tego dużo. I że takich zapachów jak tam, nie czułem nigdzie indziej.

Ci którzy byli np w Puglii wiedzą co mam na myśli.

Nasze doświadczenia z Puglia i dwuletnią przygoda znajdziesz w wywiadzie (tutaj)

Ale w Ligurii i tym regionie to coś niesamowitego. Ilość kolorów przeróżnych kwiatów, oleandrów, kaktusów – już kwitnących.

To wszytko wydobywalo z siebie takie zapachy, że jadąc rowerem doznawało się naprawdę super odczuć. Szczególnie jak jechałem o świcie i wszystkie te rośliny budziły się wraz ze słońcem.

Do tego tunele, które nadawały formę oczyszczania zmysłów i zaraz następne. Bomba naprawdę bomba.

San Remo

w mojej opinii przereklamowane trochę miejsce.

Dla mnie za bardzo komercyjne i pełne. Albo zależy od tego co kto oczekuje 😉

My nie lubimy takich spędów, tłumów i wszech obecnego wydawania kasy.

A tam naprawdę wszystko kosztuje.

Nawet samo wejście na plażę kosztuje 3-5euro /osoba, plus później oddzielnie płacisz za leżaki, atrakcje dla dzieci, bar itd…to samo dotyczyło właściwie nawet noclegów.

Jak szukałem trudno było znaleźć coś na weekend nie trzy cyfrowego (mówię o euro), a te miasteczka wzdłuż trasy rowerowej oddalone naprawdę przyjemną odległość, mające darmowe plaże. Wszystko co do życia potrzebne i pizze Margarite po 5 euro, a nie po 8-10 jak W San Remo.

Jeśli zaś, wolicie przeznaczyć różnice na inne przyjemności tak jak my, szukajcie czegoś obok. A do San Remo dojechać można rowerem, na rolkach, albo spacerem.

I wcale nie trzeba mieć swojego roweru i sprzętu. Ilość wypożyczalni w okolicy pozwoli Wam na to bardzo komfortowo.

Widoki super, czy to San Remo czy wszystko w promieniu 60km. Góry, morze, kolory. Naprawdę bajka.

Trasę rowerową zjechaliśmy kilka razy, były plaże, trochę odpoczynku. Można pojechać do Francji – to już blisko. Można zwiedzać góry i miasteczka.

My podczas tego wypadu nie mieliśmy na to czasu, ale dobrze zostawić coś na następny raz.

Tym razem oceniam to rowerowe i to polecam naprawdę z ręką na sercu. Warto było tłuc się taki kawał, by doznać tych wrażeń.

Jeśli ktoś zainteresowany relacją z wyścigu pewnie niedługo Jacek z endutrition.pl opiszę ją u siebie na stronie. Więc zaaktualizuje o link. Tym czasem tyle w tym temacie.

W Lipcu pewnie Toskania – więc obserwujcie stronę ❤️💪🏻💪🏻


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *