Przygodę ze sportem i aktywnym trybem życia zacząłem dość późno. Albo bardzo późno, bo grubo po 30tce, kiedy to większość czasu spędzałem na kanapie najedzony po pachy wodząc wzrokiem dalszego podjadania.

Miałem okres gdzie moja waga sięgała ponad 110 kg, a pokonanie kilku stopni schodami wywoływało u mnie zadyszkę. To był też okres kiedy paliłem paczkę fajek dziennie i wypijałem ponad 10 puszek znanego napoju energetycznego.

W niezłej formie

Kierując się zasadą że wszystkiego w życiu trzeba spróbować i wszystko ma swój czas, żyłem jak to mówią z dnia na dzień.

Sprawy i okres obowiązków pozwalał wstawać rano i oglądać Telekspress o 17.00 😉

Jedni nazywali to życiem koczująco polującym. Chociaż do dziś nie wiem na co polowałem, bo że koczowałem to tak, ach kto nie był młody 🤣

Inni cytowali Ridla i teksty piosenek Dżemu. Każdy miał trochę racji. Mi na pewno w tych latach 2000 i lekko w górę, do głowy nie przyszło że kiedyś zacznę biegać czy jeździć rowerem.

Historie i rozwój wydarzeń zostawię na materiał do książki, tym czasem wracamy do tematu 😜

Skrawek historii

Przeprowadzka do Wrocławia, dużo prywatnych i zawodowych zmian. Całkiem inne obowiązki. Poznanie Pauliny, rodzina Zosia i ciach mamy rok 2018 kiedy bawiąc się z córką mam kłopoty by siedzieć na podłodze. Powód, przeszkadza mi mój kolega brzuch, i powiedzmy kilka kilo nadwagi 🤦‍♂️

Jak rapował mój imiennik Wojtek Sokół….. „Najpierw odstaw Red Bulla, którego pijesz z rana
Papierosa, po którego sięgasz też nie zapalaj….”

Najpierw był rower, ale totalnie nie porównywalne odległości niż robię teraz. Wtedy jaralem się jak zrobiłem 20km na raz. No ale konsekwentnie realizowałem wyjazdy, regularne dojazdy do pracy. To było kluczowe.

Zacząłem biegać, nie to że sprawiało mi to przyjemność, bo męczyłem się okrutnie. Ruszyć cielsko i beczkę przed sobą nie było łatwo. Tym bardziej że musiałem wstawać przed świtem, albo w nocy. Natchnienie na biegi przyszło mi jakoś zimą, więc dzień krótki i warunki średnie.

Dbam o siebie nie tylko dla siebie

Tak się wtedy zajarałem tymi aktywnościami że dzielilem się tym gdzie tylko mogłem. Wtedy powstał mój pierwszy profil DBAM O SIEBIE NIE TYLKO DLA SIEBIE. chodziło tu głównie o to że to nie ja jestem najważniejszy, ale moi bliscy, którzy jeśli nie wezmę się w garść będą podawać mi kiedyś balkonik do chodzenia i zmieniać pampersy.

Początek roku 2018, dowiaduje się że w Polsce będzie organizowany Triathlon dla Januszy.

Stwierdzam to jest cel.

Muszę mieć cel, wszystko wtedy jest inaczej.

Początek imprezy, Mordka się cieszy.

Problem był tylko taki że nie umiałem pływać. Ale coś wymyślę, przecież to impreza dla Januszy, mona było mieć pomoce czyli dmuchane kółka, maski itd.. Dam radę!!

Zwiekszylem ilość treningów, udawało mi się przebiec 5km poniżej pół godziny, mogłem zrobić mocniejszy rower. Wszystko szło dobrze.

Przygotowania szły dobrze

Moja wydolność się zwiększała. Nie miałem problemów z tzw zakładką, czyli zaraz po rowerze zrobić kilka kilometrów biegu. I odwrotnie.

Problem był tylko z pływaniem. Wciąż sobie mówiłem że tylko pływanie, ogarnę. Coś wymyślę.

Nie takie rzeczy ogarniałem.

Na miesiąc przed imprezą podjąłem trzy, no może pięć prób pływania u nas nad Gardą. Nie szło to dobrze, przede wszystkim nie umiałem policzyć odległości.

Dystans na Triathlon dla Januszy, to 400 metrow stylem dowolnym w wodzie. Ciągle mówiłem sobie dam radę. Jest jeszcze czas – był czerwiec, impreza w sierpniu.

Problem z moim pływaniem to przede wszystkim nieumiejętność oddychania w wodzie.

Płynąć umiem, jakoś poruszam się do przodu, na wydechu. Tylko nie umiałem poradzić sobie z uzupełnieniem powietrza. A czasu miałem mało by zdobyć umiejętność przeplynieniecia 400 metrow na jednym wydechu.

Kupiłem maskę w Decathlon. Wiesz taką jak na zdjęciach. Idealnie zakrywa całą twarz, naprawdę spoko urządzenie.

Nawet z nią pływałem, trochę. Tylko wciąż nie umiem policzyć odległości, a dwa takie pływanie z Zosią było lekko czym innym co okazało się po wejściu do wody podczas imprezy, i tego jak wszyscy parli do przodu.

W końcu każdy chciał wygrać.

Miałem też deskę, taką pompowaną, miałem zabrać ze sobą do wody. W razie czego. No ale stwierdziłem że nie ma sensu. Przecież pływałem już w tej masce, było OK.

Wiesz co jest, ta pewność siebie, człowiek nabuzowany adrenaliną, cały świat był do zdobycia.

Poleciałem

Pierwsze kilkanaście metrów podobno nawet trzymałem się w czołówce. Pamiętaj że nie była to impreza dla zawodowców. Problem zaczął pojawiać się gdzieś w połowie drogi, kiedy do maski zaczęła nabierać się woda.

Jakoś ogarnąłem, chociaż nie było to łatwe kiedy musiałem się zatrzymać a pod stopami nie poczułem dna. Wtedy w mojej głowie pojawiła się czerwona lampka.

No ale ruszyłem dalej. Od tego momentu jakoś niezależnie ode mnie zacząłem walczyć o życie i robić wszystko by jak najszybciej dotrzeć do brzegu. I to mnie pogrążyło.

Większy wysiłek = większe zapotrzebowanie mięśni na tlen.

Ja tego tlenu nie mogłem dostarczyc wystarczająco dużo bo byłem w masce. Wąska rurka i system z kulką skutecznie utrudniał wzięcie głębszego oddechu.

Poszedłem na dno. Jak spławik kiedy bierze ryba.

Dosłownie.

Wszystkie mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa.

Nie mogłem się ruszyć. Dusiłem się, nie wodą, a brakiem powietrza.

Nigdy nie czułem takiej fizycznej bezradności.

Totalnie odcięty, jakimś cudem udawało mi się tylko podnosić rękę wypływając co jakiś czas nad wodę.

Pierwszy przypłyną ratownik w kajaku, później większy sprzęt który mógł wziąć mnie na pokład.

Wszedłem, zdjąłem maskę zacząłem oddychać. W oczach miałem gwiazdy, w głowie kręciło mi się jakbym zszedł z karuzeli. Kilka oddechów i znowu wszedłem do wody, chciałem walczyć.

Niestety pierwsze próby ruszenia nogami spowodowały że powtórzyłem akcje spławika, znowu mnie wyciągnęli, zgodziłem się już wtedy na przetransportowanie mnie na brzeg. Połowę drogi miałem za sobą. Dużo mi nie zabrakło, ale gdyby nie szybka akcja ratowników i moc by wyciągać rękę do góry jako pomoc.

Strefa zmian

Byłem wtedy tak wkurwiony że miałem ochotę wyć. Zamknąłem oczy i przedostałem się do strefy zmian. Słyszałem tylko brawa na brzegu – w końcu ktoś mi uratował życie.

Triathlon dla Januszy, to chyba jedyna impreza gdzie w strefie zmian są przebieranie. Zamknąłem się na chwilę w jednej.

Byłem przekonany o dyskwalifikacji, pierwszej konkurencji nie udało mi się skończyć o własnych siłach.

Za kilka sekund wpadła do niej Paulina i kibicowala mi że mogę dalej brać udział. Ze to zabawa, że mam się nie łamać.

Rower

W tej dziedzinie czułem się najlepiej. Znałem trasę, dwa dni wcześniej zrobiłem ja testowo dwa razy. Wiedziałem gdzie mogę przycinać, jakie są podjazdy, który zakręt można ściąć.

Nie powiem że musiałem trochę nabrać oddechu by wskoczyć na obroty, dwa przyjęte żele, równy oddech. Pierwsze Kilometry w zasadzie z górki. Złapałem rytm. Jadę, jest w porządku.

Oddycham.

Dystans na imprezie etapu rowerowego miał jak pamiętam ok 20 kilometrów. W tym około 1/3 lekkiego podjazdu.

Impreza rozgrywa się w Sobótce u regionie Góry Ślęża, więc o płaskie odcinki tam ciężko.

Bieganie

Tutaj strefa zmian przeszła bardzo szybko. Nie była potrzebna przebieralnia. Miałem już rytm, lecialem po swoje.

Na rowerze energii dodały mi osoby które wyprzedzałem. Nic przecież nie dodaje takiego kopa i motywacji.

W buty biegowe i leciałem dalej.

Przez cały czas kibicowała mi rodzina i znajomi.

Atmosfera gdyby nie wpadka na początku była perfekcyjna. Super rywalizacja, ale taka bez spinki. Ludzie na trasie się pozdrawiaja, zagadują.

Zero stresu i chorej ambicji.

Baaa…jak się później okazało, w tej samej imprezie i wspólnej rywalizacji brał też udział obecny prezydent miasta Wrocław.

Impreza Triathlon dla Januszy i Grazyn odbywa się co roku w Sobótce. Organizowana jest przez Aktywni Ślężanie i Bartka Huzara.

Szczegóły znajdziesz tutaj.

Nie pamiętam na którym miejscu skończyłem wyścig. I jaki miałem dokładnie czas.

Chociaż nie powiem czekałem jak każdy na wyniki.

Triathlon dla Januszy i Grazyn to 400 metrow pływania, 20 km rower, i 8 km bieganie.

To był mój debiut.

Bardzo chciałem iść dalej w sport jakim jest Triathlon.

Dziś mam zupełnie inne przygotowanie, bez problemu mogę zrobić zakładkę 100km rowerem i może 10-15 biegu.

Pływać wciąż nie umiem. Prawdopodobnie po pływaniu roweru byłoby mniej, niż ja sucho te 100km. Ale jakieś zakładki zrobię.

Dla mnie nie to jest ważne.

Ważne jest to że udało mi się wstać z kanapy, ruszyć dupsko i zejść do wagi, która jest normalna przy moim wzroście.

Schudłem w sumie 20kg i czuję się jakbym zaczął żyć w drugiej skórze.

Utrzymać ją ponad rok, i działam. Robię swoje i czerpie z tego przyjemność.

Do Triathlonu zaprosił mnie kolega Jacek z www.endutrition.pl

Jeśli masz ochotę na przygodę z Triathlonem, szukasz wsparcia to jest dobra osoba by wdrożyć Cię w świat tego sportu.

Tylko warto umieć pływać.

Wręczenie medali

1 Komentarz

Endutrition.pl · 3 marca, 2020 o 5:50 pm

Wojtek od kwietnia do października teraz trenujemy pływanie ale open water😂 ! Za rok TDJ wygrasz w cuglach ! Allez ! 😜

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *