Przygodę ze sportem i aktywnym trybem życia zacząłem dość późno.

Albo bardzo późno, bo grubo po 30tce, kiedy to większość czasu spędzałem na kanapie najedzony po pachy wodząc wzrokiem dalszego podjadania.

Miałem okres, gdzie moja waga sięgała ponad 110 kg.

Pokonanie kilku stopni schodami wywoływało u mnie zadyszkę.

To był też okres kiedy paliłem paczkę fajek dziennie i wypijałem ponad 10 puszek znanego napoju energetycznego – tak piłem go bardzo dużo.

W niezłej formie

Kierując się zasadą, że wszystkiego w życiu trzeba spróbować i wszystko ma swój czas, żyłem jak to mówią z dnia na dzień.

Sprawy i okres obowiązków pozwalał wstawać rano i oglądać Telekspress o 17.00 😉

Jedni nazywali to życiem koczująco polującym.

Chociaż do dziś nie wiem na co polowałem. Bo to, że koczowałem to tak, -ach kto nie był młody 🤣

Inni cytowali Ridla i teksty piosenek Dżemu. Każdy miał trochę racji.

Mi na pewno w tych latach 2000 i lekko w górę, do głowy nie przyszło, że kiedyś zacznę biegać czy jeździć rowerem, a już na pewno temat rodziny był jakimś kosmosem.

Skrawek historii

Pochodzę z małej podlubelskiej miejscowości. Zaraz po maturze jak większość moich rówieśników wymknąłem się wtedy, jak innej niż dziś ściany wschodniej.

Miasto Łódź – ziemia obiecana

Kierunek miasto Łódź. Och ile musiałem nasłuchać się w domu, czy od znajomych o tak dziwnym kierunku. Wtedy modna była Warszawa albo sąsiedni Lublin. Dla mnie to była dosłowna ziemia obiecana.

Łódź, pamiętacie to miasto w roku 2002 ??
– o fuck to prawie 20 lat temu !!

Tam pierwszy etat, zmiany pracy, całkiem ciekawa historia w jakże burzliwym dziale handlowym.

Duże korporacje, świat, którego nawet nie wyobrażałem sobie kilka lat wcześniej.

Później kilka epizodów, które szczęśliwie przeżyłem. Odbijanie się od dna w które pukałem od spodu, pod którym pełzałem, bo trudno to było nazwać chodzeniem.

Historie i rozwój wydarzeń zostawię na materiał do książki.
Tym czasem wracamy do tematu 😜

Kierunek Wrocław – miasto spotkań

Przeprowadzka do Wrocławia, dużo prywatnych i zawodowych zmian. Całkiem inne obowiązki.

Poznałem Paulinę, moje życie odwróciło się totalnie.

Rodzina Zosia i ciach mamy rok 2018 kiedy bawiąc się z córką mam kłopoty by siedzieć na podłodze.

Powód??

Przeszkadza mi mój kolega – brzuch i powiedzmy kilka kilo nadwagi 🤦‍♂️

Przygrywał mi wtedy mój imiennik Wojtek Sokół…..

Najpierw odstaw Red Bulla, którego pijesz z rana
Papierosa, po którego sięgasz też nie zapalaj….”

Najpierw był rower, ale totalnie nie porównywalne odległości, niż robię teraz.

Wtedy jarałem się jak zrobiłem 20km na raz.

Konsekwentnie realizowałem wyjazdy, regularne dojazdy do pracy. To było chyba kluczowe – codzienne aktywności.

Zacząłem biegać, nie to że sprawiało mi to przyjemność, bo męczyłem się okrutnie. Ruszyć cielsko i beczkę przed sobą nie było łatwo. Tym bardziej, że musiałem wstawać przed świtem, albo w nocy.

Natchnienie na biegi przyszło mi jakoś zimą, więc dzień krótki i warunki średnie.

Dbam o siebie nie tylko dla siebie

Tak się wtedy zajarałem tymi aktywnościami, że dzieliłem się tym gdzie tylko mogłem.

Wtedy powstał mój pierwszy profil
DBAM O SIEBIE NIE TYLKO DLA SIEBIE.

Chodziło tu głównie o to, że to nie JA jestem najważniejszy, ale moi bliscy. Którzy jeśli nie wezmę się w garść, będą podawać mi kiedyś balkonik do chodzenia i zmieniać pampersy.

Początek roku 2018, dowiaduje się że w Polsce będzie organizowany Triathlon dla Januszy i Grażyn.

Stwierdzam to jest cel.

Muszę mieć cel, wszystko wtedy jest inaczej.

Początek imprezy, Mordka się cieszy.

Problem był tylko taki, że nie umiałem pływać.

Ale coś wymyślę, przecież to impreza dla Januszy, można było mieć pomoce czyli dmuchane kółka, maski itd..

Dam radę!!

Zwiekszylem ilość treningów, udawało mi się przebiec 5km poniżej pół godziny, mogłem zrobić mocniejszy rower. Wszystko szło dobrze.

Przygotowania szły dobrze

Moja wydolność się zwiększała. Nie miałem problemów z tzw zakładką, czyli zaraz po rowerze zrobić kilka kilometrów biegu. I odwrotnie.

Problem był tylko z pływaniem. Wciąż sobie mówiłem, że tylko pływanie, ogarnę.

Coś wymyślę.

Nie takie rzeczy ogarniałem.

Na miesiąc przed imprezą podjąłem trzy, no może pięć prób pływania u nas nad Gardą. Nie szło to dobrze, przede wszystkim nie umiałem policzyć odległości.

Dystans na Triathlon dla Januszy, to 400 metrow stylem dowolnym w wodzie. Ciągle mówiłem sobie dam radę. Jest jeszcze czas – był czerwiec, impreza w sierpniu.

Problem z moim pływaniem to przede wszystkim nieumiejętność oddychania podczas pływania.

Płynąć umiem, jakoś poruszam się do przodu, na wydechu. Tylko nie umiałem poradzić sobie z uzupełnieniem powietrza. A czasu miałem mało by zdobyć umiejętność przepłynięcia 400 metrów na jednym wydechu.

Kupiłem maskę w Decathlon – Wiesz taką jak na zdjęciach. Idealnie zakrywa całą twarz, naprawdę spoko urządzenie.

Nawet z nią pływałem -trochę, czasem z Zosią 😉
Tylko wciąż nie umiem policzyć odległości, a dwa takie pływanie z Zosią było lekko czym innym co okazało się po wejściu do wody podczas imprezy, i tego jak wszyscy parli do przodu.

W końcu każdy chciał wygrać.

Miałem też deskę, taką pompowaną, miałem zabrać ją ze sobą do wody. W razie czego.

No ale stwierdziłem, że nie ma sensu. Przecież pływałem już w tej masce, (trzy razy rekreacyjnie) było OK.

Wiesz co jest ? – ta pewność siebie. Człowiek nabuzowany adrenaliną, cały świat był do zdobycia.

Poleciałem

Pierwsze kilkanaście metrów podobno nawet trzymałem się w czołówce.

Pamiętaj, że nie była to impreza dla zawodowców. Problem zaczął pojawiać się gdzieś w połowie drogi, kiedy do maski zaczęła nabierać się woda.

Jakoś ogarnąłem, chociaż nie było to łatwe kiedy musiałem się zatrzymać, a pod stopami nie poczułem dna. Wtedy w mojej głowie pojawiła się czerwona lampka. Panika.

No ale ruszyłem dalej.

Od tego momentu jakoś niezależnie ode mnie zacząłem walczyć o życie i robić wszystko by jak najszybciej dotrzeć do brzegu. Nieświadomie przyśpieszyłem. I to mnie pogrążyło.

Większy wysiłek = większe zapotrzebowanie mięśni na tlen.

Ja tego tlenu nie mogłem dostarczyć wystarczająco dużo, bo byłem w masce. Wąska rurka i system z kulką skutecznie utrudniał wzięcie głębszego oddechu.

Poszedłem na dno. Jak spławik kiedy bierze ryba.

Dosłownie.

Wszystkie mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa.

Nie mogłem się ruszyć. Dusiłem się, nie wodą, a brakiem powietrza. Nie mogłem zdjąć maski – jakaś psychiczna blokada.

Nigdy nie czułem takiej fizycznej bezradności.

Totalnie odcięty, jakimś cudem udawało mi się tylko podnosić rękę wypływając co jakiś czas nad wodę. Tak instruował GOPR przed wejściem do wody.

Pierwszy przypłyną ratownik w kajaku, później większy sprzęt na skuterze, który mógł wziąć mnie na pokład.

Wszedłem. Zdjąłem maskę zacząłem oddychać.

W oczach miałem gwiazdy, w głowie kręciło mi się jakbym zszedł z karuzeli.

Kilka oddechów i znowu wszedłem do wody, chciałem walczyć.

Niestety pierwsze próby ruszenia nogami spowodowały, że powtórzyłem akcje spławika, znowu mnie wyciągnęli. Po wieczności na skuterze, zgodziłem się już wtedy na przetransportowanie mnie na brzeg.

Połowę drogi miałem za sobą. Dużo mi nie zabrakło, ale gdyby nie szybka akcja ratowników i moc by wyciągać rękę do góry jako pomoc.

Wyjście z wody nie należało do najłatwiejszych, nogi uginały mi się nawet na brzegu. Publiczność – zapadałem się ze wstydu pod ziemię. Na drodze stanęła Paulina, powiedziała dwa zdania, wzięła mnie za rękę i pociągnęła dalej.

Zamknąłem oczy i przedostałem się do strefy zmian. Byłem wtedy tak wkurwiony że miałem ochotę wyć.

Strefa zmian

Triathlon dla Januszy, to chyba jedyna taka impreza gdzie w strefie zmian są przebieranie.

Zamknąłem się na chwilę w jednej.

Byłem przekonany o dyskwalifikacji, pierwszej konkurencji nie udało mi się skończyć o własnych siłach.

Za kilka sekund wpadła do niej Paulina i kibicowała mi, że mogę dalej brać udział.

Że to zabawa, że mam się nie łamać i dam radę.

Rower

W tej dziedzinie czułem się najlepiej.

Znałem trasę. Dwa dni wcześniej zrobiłem ją testowo dwa razy. Wiedziałem gdzie mogę przycinać, jakie są podjazdy, który zakręt można ściąć.

Nie powiem, że musiałem trochę nabrać oddechu by wskoczyć na obroty, dwa przyjęte żele, równy oddech. Pierwsze Kilometry w zasadzie z górki. Złapałem rytm.

Jadę, jest w porządku.

Oddycham.

Dystans na imprezie etapu rowerowego miał jak pamiętam ok 20 kilometrów.

W tym około 1/3 lekkiego podjazdu.

Impreza rozgrywa się w Sobótce w regionie Góry Ślęża, więc o płaskie odcinki tam ciężko.

Bieganie

Tutaj strefa zmian przeszła bardzo szybko. Nie była potrzebna przebieralnia i chowanie się od ludzi.

Miałem już rytm, leciałem po swoje.

Na rowerze energii dodały mi osoby, które wyprzedzałem. Nic przecież nie dodaje takiego kopa i motywacji.

W buty biegowe i leciałem dalej.

Przez cały czas kibicowała mi rodzina i znajomi.

Atmosfera gdyby nie wpadka na początku była perfekcyjna. Super rywalizacja, ale taka BEZSPINY Ludzie na trasie się pozdrawiają, zagadują.

Zero stresu i chorej ambicji.

Baaa…jak się później okazało, w tej samej imprezie i wspólnej rywalizacji brał też udział obecny prezydent miasta naszego Wrocławia Jacek Sutryk.

Impreza Triathlon dla Januszy i Grazyn odbywa się co roku w Sobótce. Organizowana jest przez Aktywni Ślężanie i Bartka Huzara.

Szczegóły znajdziesz tutaj.

Nie pamiętam na którym miejscu skończyłem wyścig. I jaki miałem dokładnie czas.

Triathlon dla Januszy i Grazyn to 400 metrow pływania,
20 km rower,
8 km bieganie.

To był mój debiut.

Bardzo chciałem iść dalej w sport jakim jest Triathlon.

Dziś mam zupełnie inne przygotowanie, bez problemu mogę zrobić zakładkę 150km rowerem i może 10-15 biegu, albo więcej.

Pływać wciąż nie umiem.

Ale nie ważne.

Ważne jest to, że udało mi się wstać z kanapy. Ruszyć dupsko i zejść do wagi, która jest normalna przy moim wzroście.

Dziś ważę ok 85 kg, Schudłem w sumie 20kg i czuję się jakbym zaczął żyć w drugiej skórze.

Utrzymać ją i działam.

Robię swoje i czerpie z tego przyjemność.

Do Triathlonu zaprosił mnie kolega Jacek z www.endutrition.pl

Tylko warto umieć pływać.

Wręczenie medali

Dziękuję za poświęcony czas.

Przy okazji zapraszam do wielu innych wpisów, które znajdziesz na stronie. Skorzystaj z menu na górze bloga, wybierz kategorię, albo po skorzystaj z wyszukiwarki – znajdziesz ją po prawej stronie przy lupce.

Tym czasem zostaw swój ślad, komentarz lub udostępnij treść w swoich profilach społecznośniowych.

Zapraszamy też na naszego Instagrama, gdzie na bieżąco wstawiamy codzienne relacje, zdjęcia, filmy.


1 komentarz

Endutrition.pl · 3 marca, 2020 o 5:50 pm

Wojtek od kwietnia do października teraz trenujemy pływanie ale open water😂 ! Za rok TDJ wygrasz w cuglach ! Allez ! 😜

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *