Co jest z nami Polakami ?

Każdy naród, każda społeczność, jednostka ma swoje cechy. Są to dobre i lepsze strony, noo i są zajebiste – wiadomo.

O wielu z nich nakręcono filmy, napisano sztuki teatralne, książki, wiersze, opowiada się dowcipy, tworzy memy.

Wiele można zauważyć stając obok, wychodząc ze stada i przyglądając się z boku. Czas ma tutaj też, duże znaczenie, bo im dłużej ten proces trwa tym więcej możemy zauważyć.

Ale czy każdy chce, potrafi, potrzebuje ?
– NIE i to normalne.

Pytań tych, czy innych jest masa. Ja je mam, lubię analizować. Każdy z nas jest przecież inny.

Ale czy umiemy szanować innych ? szanować różnice ?
– pewnie w wielu przypadkach, tak.

Przynajmniej taki mamy cel. Bo nie wierzę, że nie.
I w normalnych warunkach, przecież nikt nikomu nie życzy nic złego.

Ale, przecież świat wygląda przecież inaczej.

Jak dużo dookoła jest nienawiści, poróżnienia, zawiści, zazdrości, niechęci, hipokryzji. To gdzie te wszystkie dobre rzeczy, o których tak dużo mówimy, czytamy, chcemy.

No właśnie, czy chcemy ? Jacy jesteśmy na prawdę ?

Tekst i wszystko co tu napiszę, to moje refleksje, przemyślenia, obserwacje, z perspektywy czasu, miejsca. Możesz się z tym zgadzać, lub nie.

Jezioro Garda

Odniosę się do tego co zastaliśmy we Włoszech, jakie widzę różnice, jak to wygląda z tej perspektywy.

Nie dotyczy to tylko regionu w którym obecnie jesteśmy. Każdy, kto był we Włoszech, pewnie wie jak bardzo różne są tutaj regiony i ludzie.

Różnice widać bardzo między obecną północą i południem, gdzie „cieplej” jest nie tylko od słońca – tam mieszkaliśmy na stałe dwa lata, ja blisko 15 lat, byłem tam kilka razy w roku.

Gorące południe Włoch. Tam sytuacja była nawet czasem niezręczna.

Kiedy to na ulicy obce osoby znały nas, bo ktoś gdzieś już kiedyś rozmawiał. Przyznam, że w małej południowym miasteczku pojawienie się „obcych” wzbudza nie małe zainteresowanie.

Jak wychodząc na balkon trzeba przywitać się z każdym. Kiedy w sklepie obsługa pamięta ostatnie zakupy.

Zresztą, o tych i innych relacjach na południu Włoch opisywaliśmy poniżej.

Rozmyślania powstają, jak człowiek wraca w głowie do Polski.

Będąc na tzw emigracji wcale nie jest łatwo.

Wiele osób z kolei wyobraża sobie bajkowe życie mieszkających za granicą. Nie biorąc pod uwagę, że każdy z nas ma jakiś powód dla które jest tu gdzie jest.

Za większością takich sytuacji kryją się skomplikowane historie.

Zostawiliśmy w Polsce przecież przyjaciół, rodzinę, mieszkania tzw własne kąty. To wszystko tutaj, jest nowe, otoczenie, ludzie, krajobraz, niebo. Naprawdę często wylewa się morze smutku i tęsknoty, czasem i łez.

My do kraju jeździmy dość często, stąd pojawiają nam się pewne rozmyślania.

Zwyczajnie, bez oceniania, wrzucania kogokolwiek do jakiegoś worka.

Od dawna zauważyłem, że Włosi są dużo bardziej otwarci. W zasadzie na każdego.

Często zwyczajnie spacerując, wchodząc do sklepu, stojąc w kolejce, widzi się uśmiechniętych ludzi, często pozdrawiających – nas, siebie zupełnie obcych ludzi.

Zwykły uśmiech, dzień dobry, miłego dnia, co robisz, co słychać.

Od kiedy podróżujemy z dzieciakami, biegamy, jeździmy rowerami. Czyli ten czas spędzamy często w węższej grupie ludzi.

Odnoszę wrażenie, że te życzliwości, miłe gesty i zwykła zdrowa relacja jest jeszcze jakby wyżej. O ile można nadawać tu poziomy, bo to może być przykre. Wracam tutaj często do codziennych dni w Polsce. Życia w dużym mieście, i małej miejscowości – tak pochodzę z takiej i znam małe środowiska, mieszkałem też wiele lat w dużych miastach i też nie znałem sąsiadów.

Każdy z nas w wyniku swoich doświadczeń, środowiska w jakim żyje, żył, historii itd…może wskazać różne powody różnic.

Tutaj też ludzie mają przeszłość, problemy, naprawdę nie małe. Nikomu na świecie nie jest łatwo.

Dla mnie liczy się fakt.

Jak przyjeżdżamy do kraju często zwykłe wyjście do sklepu to często smutne miny, opuszczona głowa.

A już trudno mi określić wkurw człowieka, którego muszę przeprosić w kolejce, bo zapomniałem wziąć reklamówki czy zważyć owoce.

Nawiązując do naszych aktywności.

Jak zacząłem biegać, jeździć rowerem, często ograniczać wręcz kontakty z węższą grupą ludzi i pojawiłem się w Polsce.

Jakim zdziwieniem moim było, biegając w parku, na ulicy, mało jaki biegacz się pozdrawia. Jak niewielu rowerzystów macha do siebie. Nie wiem, może ja nie doznałem tego uczucia. Może dlatego, że nikogo nie znam – tylko tutaj cholerka, też mało kogo znam, a czuję to inaczej.

Tutaj naprawdę bez ściemy, z ręką na sercu biegając czy wokół domu, czy innych bardziej turystycznych większość mijanych ludzi, (biegających) po prostu się pozdrawia, a przynajmniej uśmiecha.

Podobnie jest na rowerze. Może nie zawsze w przypadku, kiedy jeżdżę sam po ulicach. Mijam naprawdę duże ilości kolarzy, amatorów czy zawodowców, bo dużo ich tu nad Gardą trenuje.

I rozumiem, że jeśli ktoś zrobił sto czy więcej kilometrów, albo jedzie po drugiej stronie ulicy nie zawsze chce się drzeć czy machać ręką na typa który jak on/ona jedzie rowerem.

Sam czasami po mocniejszym treningu nie mam ochoty zmienić pozycji czy nawet patrzeć dalej niż na kilka metrów przed własnym kołem.

Ale jeśli jesteśmy z rodziną, na ścieżce rowerowej i również na ulicy z dzieciakami w przyczepce, to znowu zdecydowana większość super się pozdrawia,

baaaa…. często z daleka się uśmiecha, macha, krzyczy, często bije brawo.

Jak jadę z przyczepką, dziećmi nawet Ci kolarze, którzy jakby nie koniecznie zwrócą uwagę na drugiego kolarza amatora, to tym razem podnoszą głowę z nad kierownicy i się uśmiechają – tak zwyczajnie.

A ile jest sytuacji na ulicach, u kierowców. Codziennego funkcjonowania.

I po raz kolejny, nie wrzucam wszystkich do jednego worka.

Nie stwierdzam, że Włosi są OK, a inni NIE. Tylko wiem ile, też tutaj przykrości i codziennego życia jest. Ale wiem, jak bardzo ono się jednak różni i jaką ma skalę.

Przygoda z autobusem

Byliśmy w jakieś wakacje w Polsce, jeździliśmy w bardzo w wielu miejscach. I nie wiem, czy przez ponad dwa tygodnie mogę zliczyć na ręku ile osób nas pozdrowiło.

I to nie chodzi o nas, bo zupełnie tego nie oczekuję, ale chodzi o wszystkich.

Do tego kierowcy, też nim jestem, często spędzam w aucie dziesiątki godzin. Znam te uczucia, kiedy przez kogoś muszę zwolnić, ale czy od razu potrzeba tyle emocji i wkurwu, bluzgania przez okna.

Wtedy w Polsce jechaliśmy przez małą miejscowość pod Wrocławiem.

Jechał za nami autobus, komunikacja publiczna. Nasza obecność na jego trasie (wąska droga i nie mógł mnie wyprzedzić bo z na przeciwka jechały auta) tak kierowcę wyprowadziła z równowagi. Krzyczał przez otwarte okno machając rękoma. I nie powiem, że były to pozdrowienia.

A chodziło tylko o to, że nie mógł nas wyprzedzić bo byłem z przyczepką. Nawet jadąc kilka centymetrów przy krawężniku jestem trochę szerszy, niż zwykły rower, ale czy to powód ?

Mam też ciekawą historię z Włoch.

Byliśmy na jednej z naszych wycieczek nad Jeziorem Iseo.

Mijaliśmy dziesiątki ludzi spacerujących, często ścieżki rowerowe poprowadzone są razem ze spacerowymi.

Pozdrawialiśmy się, większość ludzi się uśmiechała. Dzieci w przyczepce i w ogóle we Włoszech dają obcym dużo radości.

W pewnym momencie słyszymy nasz polski język. Szła jakaś Pani, która z daleka wskazywała nas palcami. Mówiła w grupie, równie zaangażowanych w akcje obserwacji

„oooezu, jak pozamykali dzieciaki pod folią, jak kurczaki się tam duszą”

(to kurczaki można dusić)!?? 🤔😬 Coś tam jeszcze, dodawała, wcale nic motywującego.

W każdym razie jakie było jej zdziwienie, jak Paulina odpowiedziała po POLSKU, że co jak co, ale o dzieci dbamy jak o nic na świecie.

Podobnych przykładów mógłbym podać więcej, ale nie o to chodzi.

Krytyka, po co to piszę ?

Nie piszę tego po to by dowartościować siebie. Pokazać, że może jestem lepszy. Bo nie jestem, jestem normalnym człowiekiem.

Nie oceniam siebie i nikogo innego w kategorii, lepszy, gorszy.

Próbuję zrozumieć, zrozumieć coś co dawno chodzi mi po głowie, żyjąc w innym środowisku widać to dużo bardziej.

Edit 28.01.2021

Chociaż… kilka dni temu, napisałem, hasło zachęcając na majówkę – jeden z wyjazdów, które proponujemy.

Zróbmy polski hałas we Włoszech.

I co ? – oczywiście pojawiły się komentarze, typu że znowu polaczki przyjadą, że tylko tak nas zapamiętują za granicą, po co podjudzam.

Ale, WOW, ludzie ?? dlaczego oceniasz mnie, swoją czy jakąś inną dziwną miarą ? czy hałas musi wiązać się ze stereotypami pijanego Polaka ??
-totalnie nie miałem nic takiego na myśli, a zostało mi to włożone między słowa.

Tylko, właściwie, to co ?? wracając do początku.

Przecież każdy naród, człowiek, grupa ma swoje cechy, coś nas wyróżnia. Niemców oceniamy tak, a nie inaczej, Rosjanie, Włosi i cała reszta świata, w naszych oczach też często ma inny obraz, niż jest rzeczywiście.

Stereotypy, kompleksy, hipokryzja, szuladkowanie – po co nam to wszystko ?

Czy nie można po prostu napisać, zróbmy hałas w dobrej intencji, w pozytywnym tego słowa znaczeniu ? albo po prostu tak to odebrać ?
czy od razu muszę słyszeć, że mam nie przynosić wstydu Polakom za granicą ??

Zamykamy się w sobie, dzielimy, walczymy – tylko o co ??

Dlaczego patrzymy na innych z góry, porównujemy, oceniamy ?

Sam naprawdę nie wiem o co chodzi.

Nasuwają mi się różne pomysły i powody, może to ten o którym wszyscy mówią – słońce.

Ale czy naprawdę, tak jest?

Naprawdę nie oceniam nas jako Polaków źle, chociaż też już słyszałem, że zdradziłem ojczyznę bo wyjechałem i nie mogę identyfikować się jako Polak.

Ale nim jestem i będę. Nawet jak wiele osób chce mnie wypisać. I cholernie tęskno mi do naszego kraju.

Tylko co z tym jadem i takim trybem braku akceptacji innych, uśmiechem, wsparciem. Kiedy wiem i widzę że można inaczej. Bo można.

A co jest śmieszne, wszyscy o tym wiedzą.

Każdy z kim rozmawiam, czy tu z gości którzy nas odwiedzają, czy w kraju znajomych i nie znajomych, ma tego świadomość.

Każdemu to w jakiś sposób przeszkadza.
Więc o co w tym wszystkim chodzi ?

Uśmiechajcie się ludzie, rób dobro.


1 Komentarz

WZ · 8 listopada, 2020 o 8:30 pm

Mam podobne przemyślenia i dlatego tak uwielbiam wyjazdy do Włoch i w ogóle za granicę. Moja pierwsza pierwsza samochodowa eskapada nie była co prawda do Włoch, bo pojechaliśmy w czerwcu 2008 r. na Lazurowe Wybrzeże do Cannes, ale w kontekście tego o czym traktuje ten wpis dwa przeżycia pozostają ze mną po dziś dzień.
Przypadek pierwszy. Pierwszy dzień po przyjeździe. Żona i syn jeszcze śpią a ja rano idę w poszukiwaniu świeżego pieczywa. Idę chodnikiem dość ruchliwej ulicy a widząc z daleka szyld „boulangerie” po drugiej stronie ulicy, zatrzymuję się pól metra od krawędzi chodnika, żeby przemyśleć jak najlepiej do niej dojść. Tymczasem widzę, że nadjeżdżający ulicą od tyłu samochód zwalnia i zatrzymuje się, a ten jadący z naprzeciwka na drugiej jezdni robi to samo. Nie rozumiem sytuacji, bo w tzw. międzyczasie obczaiłem, że za jakieś 70 metrów jest skrzyżowanie z pasami i sygnalizacją świetlną. Ale kierowcy uśmiechają się do mnie przyjaźnie i zachęcająco. Łapię, że zatrzymali się specjalnie dla mnie i bezpiecznie przechodzę na drugą stronę ulicy.
Przypadek drugi. Jazda przez Niceę w godzinach szczytu nawigacja z głowy. Chciałem przejechać koło Hotelu Negresco. W którymś momencie, na kolejnym skrzyżowaniu orientuję się, że zamiast skręcić w prawo powinienem jechać prosto. Ponieważ stoję na czerwonym, na pasie z nakazem skrętu w prawo, po kozacku decyduję się na wycofanie i zmianę na pas do jazdy na wprost. Cofając zahaczam lusterkiem o lusterko francuza w renaulcie, tak że je składam i jestem przekonany, że pewnie porysowałem, a może nawet połamałem. Eksplozja myśli, co mnie teraz czeka, francuz pewnie zaraz wyskoczy z pretensjami, my francuskiego ni w ząb, policję jeszcze może wezwie, a wina moja ewidentna. Otworzyłem okno, chcę już wychodzić z auta, przepraszać, ale mniej więcej trzydziestoletni francuz, zanim cokolwiek zrobiłem spojrzał na mnie z uśmiechem i krzyknął „ca va” i tyle go widziałem, bo włączyło się zielone. Opowiadałem to wielokrotnie, ale nie wiem ilu Polaków mi uwierzyło. Co do krajowej jazdy rowerowej – wszystko jak we wpisie.
Szerokości WZ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *