Mój głos w sprawie, która może być kontrowersyjna. Może też dać też trochę obraz, „klimatu” jaki możecie spotkać we Włoszech.

Jezioro Garda

Nie dotyczy to tylko regionu w którym obecnie jesteśmy.

Bo podobnie, a nawet określiłbym jeszcze „cieplej” było na głębokim południu Italii, gdzie mieszkaliśmy dwa lata.

Tam sytuacja była nawet czasem niezręczna. Kiedy to na ulicy obce osoby znały nas bo ktoś gdzieś już rozmawiał. Przyznam że w małej południowej miasteczku pojawienie się „obcych” wzbudza nie małe zainteresowanie.

Więcej rzeczy o relacjach na południu Włoch opisywaliśmy u Kasi.

Rozmyślania powstają, jak człowiek wraca w głowie do naszego kraju. Będąc na tzw emigracji wcale nie jest łatwo. Wiele osób z kolei wyobraża sobie bajkowe życie nas mieszkających za granicą. Nie biorąc pod uwagę że każdy z nas ma jakiś powód dla które jest tu gdzie jest. Za większością takich sytuacji kryją się skomplikowane historie.

Zostawiliśmy w Polsce przecież przyjaciół, rodzinę, mieszkania tzw własne kąty. To wszystko tutaj, nowe otoczenie naprawdę często wylewa morze smutku i tęsknoty, czasem i łez.

Do kraju jeździmy dość często, stąd pojawiają nam się pewne porównania. Zwyczajnie, bez oceniania, wrzucania kogokolwiek do jakiegoś worka.

Od dawna zauważyłem, że Włosi są dużo bardziej otwarci. W zasadzie na każdego.

Często zwyczajnie spacerując, wchodząc do sklepu, stojąc w kolejce, widzi się uśmiechniętych ludzi, często pozdrawiających – nas, siebie zupełnie obcych ludzi.

Zwykły uśmiech, dzień dobry, miłego dnia, co robisz, co słychać.

Od kiedy podróżujemy z dzieciakami, biegamy, jeździmy rowerami. Czyli ten czas spędzamy często w węższej grupie ludzi niż ta ogólna w sklepie, parku.

To odnoszę wrażenie że te życzliwości, miłe gesty i zwykła zdrowa relacja jest jeszcze poziom wyżej. O ile można nadawać tu poziomy, bo boję się niekiedy określać ten w Polsce. I to jest mega przykre.

Naprawdę, nie wiem trochę z czego on wynika. Pewnie powodów jest wiele.

Każdy z nas w wyniku swoich doświadczeń, środowiska w jakim żyje, żył, historii itd…może wskazać różne powody.

Ale tutaj też ludzie mają przeszłość, problemy, naprawdę nie małe. Nikomu na świecie nie jest łatwo.

Dla mnie liczy się fakt.

Jak przyjeżdżamy do kraju często zwykłe wyjście do sklepu to smutne miny, a już trudno mi określić wkurw człowieka, którego muszę przeprosić w kolejce, bo zapomniałem wziąć reklamówki czy zważyć owoce.

Wracając do naszych aktywności.

Jako że zaczęliśmy te nasze działania tutaj i po jakimś czasie pojawiliśmy się w Polsce. Jakim zdziwieniem moim było że biegając w parku, na ulicy, mało jaki biegacz się pozdrawia. Albo przynajmniej ja nie doznałem tego uczucia. Może dlatego że nikogo nie znam – tylko tutaj też mało kogo znam.

Tutaj naprawdę bez ściemy, z ręką na sercu biegając czy wokół domu, czy innych bardziej turystycznych miejscach 90% ludzi których mijam (biegających) mówi, ciao, salve po prostu się pozdrawia, a przynajmniej uśmiecha.

Podobnie jest na rowerze. Może nie zawsze w przypadku, kiedy jeżdżę sam po ulicach. Mijam naprawdę duże ilości kolarzy, amatorów czy zawodowców, bo dużo ich tu nad Gardą trenuje. I rozumiem że jeśli ktoś zrobił sto czy więcej kilometrów, albo jedzie po drugiej stronie ulicy nie zawsze chce się drzeć czy machać ręką na typa który jak on/ona jedzie rowerem.

Sam czasami po mocniejszym treningu nie mam ochoty zmienić pozycji czy nawet patrzeć dalej niż na kilka metrów przed własnym kołem.

Ale jeśli jesteśmy z rodziną, na ścieżce rowerowej i również na ulicy z dzieciakami w przyczepce, to znowu 93% super się pozdrawia,

baaaa…. często z daleka się uśmiecha, macha, krzyczy, często bije brawo. Wtedy jak jadę z przyczepką nawet Ci kolarze w ciuchach, które kosztują więcej niż mój rower podnoszą głowę z nad kierownicy i się uśmiechają.

Przygoda z autobusem

Powiem szczerze, że byliśmy w jakieś wakacje w Polsce, jeździliśmy w bardzo w wielu miejscach. I nie wiem, czy przez ponad dwa tygodnie mogę zliczyć na ręku ile osób nas pozdrowiło.

I to nie chodzi o nas, bo zupełnie tego nie oczekuję, ale chodzi o wszystkich.

Do tego kierowcy, też nim jestem, często spędzam w aucie dziesiątki godzin i znam te uczucia, kiedy przez kogoś muszę zwolnić, ale czy od razu potrzeba tyle emocji i wkurwu.

Wtedy w PL jechaliśmy przez małą miejscowość pod Wrocławiem. Jechał za nami autobus komunikacja publiczna 😉nasza obecność na jego trasie tak kierowcę wyprowadziła z równowagi, że aż krzyczał przez otwarte okno machając rękoma. I nie powiem, że były to pozdrowienia 😉

A chodziło tylko o to że nie mógł nas wyprzedzić bo z przyczepką, nawet jadąc kilka centymetrów przy krawężniku jestem trochę szerszy niż zwykły rower.

Mam też ciekawą historię z Włoch.

Byliśmy na jednej z naszych wycieczek nad jeziorem Iseo.

Mijaliśmy dziesiątki ludzi spacerujących -bo często ścieżki rowerowe poprowadzone są razem ze spacerowymi. Pozdrawialiśmy się, większość się uśmiechała.

W pewnym momencie słyszymy nasz język – polski. Szła jakaś Pani, która z daleka wskazywała nas palcami. Mówiła w grupie, równie zaangażowanych w akcje obserwacji „oooezu, jak pozamykali dzieciaki pod folią, jak kurczaki się tam duszą” (to kurczaki można dusić)!?? 🤔😬 Coś tam jeszcze, dodawała, wcale nic motywującego

W każdym razie jakie było jej zdziwienie, jak Paulina odpowiedziała po POLSKU, że co jak co, ale o dzieci dbamy jak o nic na świecie. Kobieta zrobiła się czarowna jak burak.

Podobnych przykładów mógłbym podać więcej, ale nie o to chodzi.

Czy musimy patrzeć na innych z góry, porównywać.

Sam naprawdę nie wiem o co chodzi. Nasuwają mi się różne pomysły i powody, może to ten o którym wszyscy mówią – słońce. Ale czy naprawdę, tak jest?

Dodam i na koniec naprawdę nie oceniam nas jako Polaków źle.

Sam nim jestem. I cholernie tęskno mi do naszego kraju. Tylko co z tym jadem i takim trybem braku akceptacji innych. Kiedy wiem i widzę że można inaczej.

A co jest śmieszne, wszyscy o tym wiedzą.

Każdy z kim rozmawiam, czy tu z gości którzy nas odwiedzają, czy w kraju znajomych i nie znajomych, ma tego świadomość i każdemu to w jakiś sposób przeszkadza. O co w tym wszystkim chodzi ?

Uśmiechajcie się ludzie 😎😊


1 Komentarz

WZ · 8 listopada, 2020 o 8:30 pm

Mam podobne przemyślenia i dlatego tak uwielbiam wyjazdy do Włoch i w ogóle za granicę. Moja pierwsza pierwsza samochodowa eskapada nie była co prawda do Włoch, bo pojechaliśmy w czerwcu 2008 r. na Lazurowe Wybrzeże do Cannes, ale w kontekście tego o czym traktuje ten wpis dwa przeżycia pozostają ze mną po dziś dzień.
Przypadek pierwszy. Pierwszy dzień po przyjeździe. Żona i syn jeszcze śpią a ja rano idę w poszukiwaniu świeżego pieczywa. Idę chodnikiem dość ruchliwej ulicy a widząc z daleka szyld „boulangerie” po drugiej stronie ulicy, zatrzymuję się pól metra od krawędzi chodnika, żeby przemyśleć jak najlepiej do niej dojść. Tymczasem widzę, że nadjeżdżający ulicą od tyłu samochód zwalnia i zatrzymuje się, a ten jadący z naprzeciwka na drugiej jezdni robi to samo. Nie rozumiem sytuacji, bo w tzw. międzyczasie obczaiłem, że za jakieś 70 metrów jest skrzyżowanie z pasami i sygnalizacją świetlną. Ale kierowcy uśmiechają się do mnie przyjaźnie i zachęcająco. Łapię, że zatrzymali się specjalnie dla mnie i bezpiecznie przechodzę na drugą stronę ulicy.
Przypadek drugi. Jazda przez Niceę w godzinach szczytu nawigacja z głowy. Chciałem przejechać koło Hotelu Negresco. W którymś momencie, na kolejnym skrzyżowaniu orientuję się, że zamiast skręcić w prawo powinienem jechać prosto. Ponieważ stoję na czerwonym, na pasie z nakazem skrętu w prawo, po kozacku decyduję się na wycofanie i zmianę na pas do jazdy na wprost. Cofając zahaczam lusterkiem o lusterko francuza w renaulcie, tak że je składam i jestem przekonany, że pewnie porysowałem, a może nawet połamałem. Eksplozja myśli, co mnie teraz czeka, francuz pewnie zaraz wyskoczy z pretensjami, my francuskiego ni w ząb, policję jeszcze może wezwie, a wina moja ewidentna. Otworzyłem okno, chcę już wychodzić z auta, przepraszać, ale mniej więcej trzydziestoletni francuz, zanim cokolwiek zrobiłem spojrzał na mnie z uśmiechem i krzyknął „ca va” i tyle go widziałem, bo włączyło się zielone. Opowiadałem to wielokrotnie, ale nie wiem ilu Polaków mi uwierzyło. Co do krajowej jazdy rowerowej – wszystko jak we wpisie.
Szerokości WZ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *