Szkoła we Włoszech.

Albo zaczęliśmy szkołę. Takie banalne hasło, dla wielu z osób to przeszłość, dla jeszcze innych przyszłość, a pewnie jest i ktoś kto ogarnia to teraz jak my.

Przyznam, że etap ten na naszej drodze i emigracji to całkiem istotny obszar, też dla nas.

Do dziś, NIE jesteśmy obyci z językiem by wszystko łapać i rozumieć idealnie.

A tu, nie dość, że improwizacja rozumienia i łapania w biegu, zebrania, ustalenia itd.. to jeszcze prace domowe i pomaganie Zosi.

To kilka pierwszych myśli, doświadczeń w naszym pierwszym roku i edukacji we Włoszech. Być może kogoś to zainteresuje, może dotyczy.

Zdecydowałem się też, napisać te kilka zdań, bo to ważny dla nas moment. A nie żyjemy tylko rowerem i wycieczkami. Mamy też normalne życie, obowiązki i całkiem normalne dzieci.

A też Uznałem, że warto podzielić się tymi doświadczeniami z obszarów życia tutaj.

Bo czemu Nie! W końcu piszę, też prywatnie z Wami nie tylko w sprawie wycieczek. Są też osoby, które już niedługo planują przeprowadzkę do Włoch i pracy. A szkoła i jej zasady dość różnią się od tych przyjętych w Polsce.

Czy na lepsze? – oceńcie sami.

Z Gustami się nie dyskutuje, mi też trudno oceniać sytuacje gdzie indziej jak jej nie doświadczam, a znam z opowieści.

Będę pisał o tym co już wiemy, o tym co teoretycznie powinno być. Bo jest jeszcze za wcześnie by o tym pisać.

Szkoła we Włoszech – kilka faktów

Piszę o naszym regionie Lombardia, bo zasady te jak wiele praw i obowiązków w tym kraju mogą być bardzo różne w różnych regionach kraju.

Tu u nas, szkoła zaczyna się później – a może to w Polsce wcześniej 😉 w każdym razie początek i dzień jest różny w zależności od roku, ale z reguły to okolice połowy września.

Klasy są w programie taki jaki był do niedawna w Polsce. Czyli podstawówka, Gimnazjum itd…

Co Ważne, szkołę zaczyna się w wieku 6 lat. Czyli po 3 letnim przedszkolu, które jest dla wszystkich.

Tu nie ma zasady (przynajmniej w naszym regionie) punktowania rodziców, ich statusu i oceny czy Twoje dziecko może chodzić do państwowego czy może za dużo zarabiasz i ślij dzieciaka do prywatnego.

Na północy i południu, jak mieszkaliśmy w regionie Puglia, przedszkoli było na tyle dużo, baaa można było wręcz trochę wybierać gdzie dziecko ma iść.

A co ciekawe, nawet te prywatne nie są na poziomie opłat o których słyszę w Polsce. Przyznam, że jeśli rodzice pracują to opłaty dostępne są dla każdego.

Zosia w pierwszym przedszkolu

Szkoła we Włoszech i warianty do wyboru

W szkole Podstawowej, (scuola elementare) są trzy tryby klas. I te wybieramy już przy zapisywaniu dzieci do szkoły. W zależności ilości godzin 27, 30 i 40 godzin tygodniowo.

W tych trzech trybach dzieciaki wykorzystują tygodniowo zajęcia.

Czyli przy opcji 27 godzin chodzą na rano. Czyli 8-12.30 PLUS UWAGA też w soboty rano.

W opcji 30 godzin, proporcjonalnie co bym się nie pomylił dzień czy dwa jest dłużej w szkole, plus też soboty.

I opcja 40 godzin, z której my skorzystaliśmy to od 8 do 16.00. I Co ważne tutaj soboty są wolne, i najważniejsze dziecko nie zabiera pracy domowej do domu. Czyli książki i cały ten asortyment ważący tony zostaje w szkolnej szafce. Tylko cały program przerabiany jest w szkole.

Do tego obiady, 12.30 to stołówka i jedzenie (płatne w zależności od zarobków i majątku rodziny – odnawiane co roku, na podstawie składanych dokumentów)

podręczniki do szkoły – pierwsza klasa podstawówki

Nasz wybór szkoły

My z wielu powodów nie braliśmy nawet pod uwagę innego trybu niż ten trzeci. W. Godzinach 8-16. Jedni mogą powiedzieć, że jak to takie małe dziecko 8 godzin w szkole, codziennie TAK ?

TAK i znajdujemy w tym wiele innych plusów dodatnich, a tych ujemnych mniej. Więc to nasz wybór. Ocenimy za jakiś czas czy dobry.

Na pewno tryby te i opcje dają poczucie zorganizowania i ułożenia sobie dnia, tak by pogodzić obowiązki etatu z tymi rodzicielskimi. Nie latać po dziecko każdego dnia inaczej, a w przypadku zmiany planu zajęć zmieniać pracę, czy wynajmować w tygodniu mieszkanie bliżej szkoły.

Organizacja dookoła szkoły

Tutaj następuje, też ciekawa organizacja życia „przyszkolnego”, bo jak wiemy jeśli cała szkoła, wraz ze szkolnymi autobusami przyjeżdża na godzinę 8 rano to tworzy się niezły bałagan na ulicy.

I tak rzeczywiście, jest.

Natomiast bałagan ten próbują ogarniać już od kilku lub więcej skrzyżowań wcześniej odpowiednie służby.

Jest to głównie Policja, która w tych kluczowych godzinach kieruje ruchem, przejścia dla pieszych obstawione są przez osoby pomagające przechodzić dla dzieci. Więc ruch przy szkole i w okolicy jest zorganizowany dość sprawnie myślę, że z góry może to wyglądać jak dobrze ogarnięte mrowisko.

Przyznaję, że nie wiem jak wygląda to w dużych miastach – Milano czy Brescia (nasz region). Więc godzina 8 to szkoła, i raczej się wie, że w jej okolicy o tej porze jest Włoskie casino.

Religia w szkole we Włoszech

Tak tutaj też jest.

I też rodzice wybierają i decydują czy dziecko ma mieć zajęcia z tego przedmiotu czy nie. Jeśli nie, to też szkoła zajmuje się dzieckiem organizując inne zajęcia w tym czasie.

I nie są to opcje wstawienia dziecku stołka gdzieś przy stoliku sali spotkań, a teoretycznie jak słyszeliśmy całkiem spoko zajęcia.

Dlaczego? Bo dużo ludzi nie chodzi na religię – naszą katolicką. Z różnych powodów, przede wszystkim wielokulturowe społeczeństwo.

Wiemy przecież, że Włochy to kraj gdzie żyją naprawdę różni ludzie. Ale o tym zaraz.

Dla nas dużą niespodzianką były książki do Religi – nauczeni doświadczeniem sprzed 20 lat, gdzie co dwie kartki wisiał Jezus na krzyżu. Było sporo rzeczy dość niezrozumiałych dla 6 letniego dziecka.

W książkach naszej Zosi, we Włoszech piszą o miłości, dobru, o tym że każdy jest różny.

Piszą, że są różne religie. Dając przykłady, pokazując to na naprawdę ładnych i przyjemnych obrazkach. Także, religia w szkole to nie tylko Jezus na krzyżu.

Wiem, że o religii i polityce się nie dyskutuje więc nie robię tego – przekazuję tylko. Każdy oceni sam 😉

Wyprzedzając opinie informuję, że główną religią przekazywaną w szkole i książkach to nasza Katolicka, zgodna z przyjętą główną w Państwie Włoskim.

Piszę tylko o tym, że dzieci uczone są trochę w inny sposób, niż było to kilka lat temu. Ograniczając się w materiałach tylko do jednego wyznania.

Książki do szkoły

Jeśli jesteśmy już przy książkach. Tutaj też spore zaskoczenie. Te są darmowe – w szkole podstawowej. I to nie jedna książka, ale wszystkie – w sumie ważą tyle że ledwo plecak można dźwignąć.

Tak po prostu, idziemy do księgarni, sklepu gdzie wcześniej je zamówiliśmy, zostawiając o zgrozo swoje dane i nr telefonu (RODO) – trochę ironicznie to piszę i za kilka dni odbieramy książki.

Płatność tylko za okładki -jeśli się na nie zdecydujemy.

Tym bardziej, że w tej opcji książki odebraliśmy gotowe do włożenia do plecaka, czyli obłożone w okładki.

Co ciekawe, z tego co się zorientowaliśmy to nie wszystkie szkoły mają te same książki. Ale co fajnie się zgrało, w każdej opcji naszych zestawów jest temat przewodni. W tym roku takim tematem jest ROWER.

Jest dużo materiału o tym jak on dobrze wpływa na środowisko, życie i zdrowie. Na większości książek jest motyw roweru i o tym będą rozmawiać dzieciaki w szkole.

Także Zosia w tygodniu o rowerze, w weekend na rower…… ciekawe czy na koniec roku nie zamieni się w rower 😉

Wielokulturowość

Co istotne, to ta różne kultury z jakimi dzielimy ten świat w Italii.

W szkole, pracy, miejscach publicznych jest takie zróżnicowany że momentami ciężko usłyszeć język włoski.

Te kilka lat temu było to dla nas bardzo nowe doświadczenie. Teraz z biegiem czasu przywykliśmy do takiego obrazu.

Jak to człowiek z małej miejscowości w Polsce, wychowany w latach 90 tych, kiedy w Polsce było inaczej, niż jest teraz (tak skromnie mówiąc).

Zdecydowanie inaczej, niż jest to tutaj. Pomimo, że większość „dorosłego” życia po maturze spędziłem w dużych polskich miastach.

Pracowałem w wielu przypadkach z obcokrajowcami, ale ze skalą jaka jest tutaj nie miałem nigdy wcześniej do czynienia.

Rozmawiam z wieloma osobami z Polski, o tym jakie jest podejście nas Polaków do tego, że boimy się innych od nas ludzi. Opinie mamy różne jak każdy z nas jest inny, ale jedno jest wspólne pewnie chodzi o obawy i nieznajomość tych różnych od nas ludzi i wyznań.

Temat rzeka nie wchodzę w niego, a tym bardziej w tej formie pisanej i social media.

Jedno wiem na pewno, ludzie z którymi pracowałem nie zależnie czy były to osoby z Afryki, Azji tej dalszej bliższej. Ludzie, którzy dowożą swoje dzieci na rowerze NA BARANA z plecakiem tworząc konstrukcję jak piramida. (naprawdę widziałem takie we Włoszech). Czy codziennie na boso odprowadzają dzieci do szkoły. Albo jadą skuterem w trójkę.

To naprawdę normalni ludzie, którzy chcą żyć i funkcjonować jak każdy. I pomimo naprawdę wielu różnic, kolorów skóry, wyznań oni jak my i wiele podobnych do nas osób chcą i tworzą ten świat.

Rozumiem, że są wyjątki, anomalie i różne dziwne rzeczy, i nie dyskutuje. Nie narzucam nikomu swojego zdania czy ideologii. Po prostu chcę wierzyć i wierzę, że świat i ludzie jest dobry.

Curva su curva

Nauka języka i dość zabawne rzeczy. Zabawne jest to, że to nasze Polskie tzw brzydkie słowo, to całkiem normalne tutaj.

Więc wytłumacz teraz dziecku 6 lat, że mówiąc o kurwa nie miało się na myśli określenia swoich emocji, tylko ostrzeżenie przed zakrętem.

Z macierzyńskich migawek w mojej ojcowskiej pamiętliwej głowie, mam właśnie to, jak wróciliśmy po narodzinach Olka do domu i staneliśmy przed lustrem. Ja Zosię na rękach, Paulina Olka i tak dotarło do nas co się tutaj „zakręt” wydarzyło.

Bo rozumiesz, do niedawna można było w zasadzie wszystko zrobić. Masz potrzebę oddajesz dzieciaka drugiej połówce i idziesz to robić.

A tutaj?? jakby brakuje rąk!!

Inna migawka, to właśnie szkoła.

Wiesz w przedszkolu był luz.

Zośka chodziła jeszcze do tego prywatnego więc w ogóle nikt o nic nie pytał.

A tu szkoła. Nieobecność trzeba nadrabiać i usprawiedliwiać. Czyli już trochę gorzej urywać ją w tygodniu z zajęć bo ma to jakieś konsekwencje – Praca domowa ( chociaż w normalnym trybie ta jest tylko na weekend) pożyczanie zeszytów, uzupełnianie zaległości, po chorobie.

Tu jest ten komfort, że każdy dzień we Włoszech wygląda tak samo.
Nasza opcja programu właśnie w godzinach 8-16. I w takich godzinach nasza Zofia jest pod opieką włoskiej oświaty.

I jak zamkną się za nią rano drzwi, tak dopiero wieczorem je otwierają. A córka stoi w nich ubrana tak jak zostawiliśmy ją rano. Czyli rodzic nawet nie wchodzi do szkoły.

O przedszkolu pisaliśmy tutaj

Poradzić sobie

Nie powiem, że na początku trochę mieliśmy obawy, jak sobie poradzi, bo to przecież język – my w domu rozmawiamy po polsku.

Jak towarzystwo, no i przede wszystkim jak chemia między nauczycielkami, a samą zainteresowaną.

Na szczęście nasze obawy trochę się wyciszają bo wszystko jest super. Zosia językowo to już chyba lepiej ogarnia niż my razem z Pauliną.

Generalnie to trudno ogarnąć jak i ile materiału oni tam przerabiają, i w tym tempie na koniec 3 klasy chyba będą robić eksperymenty chemiczne albo konstruować maszynę czasu.

I nasze małe dziecko, które jeszcze było luźne w przedszkolu opowiadało jakie zabawki i atrakcje na dworze nagle zaczyna czytać i pisać, do tego w innym języku. Dla nas ludzi z lat 80 tych wychowani w Polsce to naprawdę duże rzeczy.

Pamiętam jak Zosia w pierwszym tygodniu, była lekko zaskoczona faktem, że na przerwie jak wychodzą na dwór nie ma huśtawki czy innych zabawek, tylko drzewa i trawa.

Jak to określiła, że zdziwiło ją to, ale zaczęła chodzić i śpiewa sobie cicho i tak mija jej tam czas.
Także skubana umie się odnaleźć naprawdę, dumny Tata i Mama.

Szkoła we Włoszech – Opowiadania Zosi

Ciekawie jest też, jak opowiada o różnych sytuacjach ze szkoły, kiedy to używając imion swoich znajomych muszę się zastanawiać czy wtrąca jakieś włoskie słówka których nie znam, czy coś zmyśla. No bo skąd mam wiedzieć, że Exel to imię, dla mnie to arkusze i tabelki.

No ale to często imiona i słowa, które są dla mnie tak egzotyczne jak większość, mniejszości które mamy tu wokół siebie.

I jak większość w swojej kulturze zachowują oni swoje imiona. Zosia mówi że ma w swoim otoczeniu trzy Zosie, ale tylko ona jest Zofia, inne to Sofia 😉 także jakoś ogarnia temat.

Ma też koleżankę, która ma na imię Manat (Manath) – pierwsze skojarzenie do Król lew, Simon i Pumba.

Gorzej bo mówi coś o mężu i tym, że będzie dwóch, jeden to Marko.
Zobaczymy – jeśli zrozumie jeden lub drugi co do niego powiem to mogę przemyśleć temat.

Organizacja i kontrola

Co do samego systemu nauczania, to też nie spodziewaliśmy się takich danych. Wiele spraw w ogóle robi się w internecie, można tam nawet sprawdzić.

Co danego dnia dziecko robiło w szkole i jaki materiał przerabiali. Historycznie, można sprawdzić czy było na wagarach, jeśli tak to od razu usprawiedliwiać nieobecności.

Do tego specjalne kalendarze i skrzynka kontaktowa rodzice-nauczyciele-szkoła. Potworzone grupy ja WhatsApp gdzie rodzice mają do siebie kontakty.

Także kurde..to w porównaniu do mojej podstawówki która pamiętam, a która nie była przecież tak dawno  😉🤣 to zupełnie inny jakiś świat.

Fajnie bo Zosi wciąż się podoba i mówi, że to jej dobry czas.

Może nie zawsze rano, kiedy musi wstać i rozstać się z mamą przy bramie, ale lubi ogarniać te literki i chwali się tym jak sobie radzi.

Niezły w tym wszystkim jest też Aleksander, który razem ze wszystkimi ściągany jest o 7 mej z łóżka i ogarnia odprowadzanie siostry na rowerze (w ciepłych miesiącach).

Więcej informacji o szkole we Włoszech możesz znaleźć na oficjalnej stronie (tutaj)

Oczywiście ciąg dalszy nastąpi. Zosia ma przed sobą długą edukację. A w tym roku przedszkole zaczyna Aleksander.



Jakie Wy macie doświadczenia że swoimi dziećmi w szkołach??

Jak wygląda to w Polsce? A może ktoś opisze swoje doświadczenia z Italii. Bo wiem że jest kilka osób, które tu mieszkają i nas czytają.


2 Komentarze

Asia · 21 sierpnia, 2020 o 1:13 pm

My mieszkamy tu od roku(w Moncalieri pod Torino), corka poszla odrazu do 1.media kompletnie nie znajac jezyka wloskiego…balismy sie bardzo jak to będzie,ale i dyrekcja i nauczyciele wyrozumiali,wszyscy chetni do pomocy,naprawde pozytywne zaskoczenie:) przed nami druga klasa,wiemy,ze wymagania beda wieksze…nasz wloski szalowy nie jest delikatnie mowiac,ale jestesmy pozytywnie nastawieni i wierzymy,ze bedzie dobrze:)

    admin · 21 sierpnia, 2020 o 11:43 am

    Piękny region. Właśnie dzieci zupełnie inaczej uczą się języka. Nasza Zosia mam wrażenie lepiej mówi od nas razem. I przede wszystkim robi to bardzo swobodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *